czwartek, 4 lipca 2019

Roczek

Lada moment pyknie nam roczek synka. Co tam nowego?
Bostonka powoli znika. Gorączka była tylko przez jeden dzień ale za to wysoka - raz doszło do 39,5 stopnia i syn wtedy dostał jakby drgawek na twarzy. Udało się jednak opanować sytuację Pedicetamolem. Ale fakt że potem do późna nie spałam tylko czuwałam nad łóżeczkiem synka i co jakiś czas pikałam mu termometrem w czoło żeby mieć pewność że temperatura już nie rośnie...

Rozwojowo do przodu. Trochę więcej się odzywa. Zauważyłam pewną prawidłowość - jak wszystko jest w porządku to synek nic nie mówi, ale jak tylko jest coś nie po jego myśli to zaczyna mnie wołać i coś komentować po swojemu. Czyli skoro młody niewiele mówi to mam się cieszyć, bo wszystko gra. :-)
Zasób słów nadal niewielki - mama, nie, ałałał (piesek), bam, jajo (Jasio), am (jeść albo smoczek).

Ruchowo też sobie świetnie radzi. Chodzi sprawnie przy meblach lub przy ścianie. Czasami bierze jakiś stołek lub pudło i pcha przed sobą jak balkonik, to wtedy może iść  nawet środkiem pokoju.
Potrafi sam wejść i zejść z jednego schodka (mamy taki schodek przy wyjściu na balkon, więc już potrafi samodzielnie sobie wyjść na balkon lub wrócić według potrzeby). Chodzę więc za nim krok w krok.
Większą ilość schodów potrafi pokonać tylko w górę. Na dół już nie umie (jeszcze).

Zabawkami na tym etapie rozwoju może być wszystko - kabel, pilot od telewizora, kartka papieru, pusty słoik, łyżeczka...

Ostatnio mamy coś w rodzaju buntu - często marudzi, wola mama, chce na ręce, chce na podłogę, chce pić, chce jeść, nie chce pić, nie chce jeść. Testuje moją cierpliwość.
Drzemki w ciągu dnia są dwie lub jedna dłuższa. Nocne spanie mniej więcej w godzinach 21:30 - 6:30. Bywa że około północy się budzi na picie.

Dopinamy ostatnie sprawy związane ze chrztem. Dokumenty do parafii zaniesione, goście zaproszeni, restauracja i tort zaklepane. Powinno być ok.






1 komentarz: