środa, 3 czerwca 2020

23 miesiące

Coraz bardziej mnie martwi brak postępów w rozwoju mowy. Możliwe, że wynika to z wiotkości krtani, która jednak czasem jeszcze o sobie przypomina.
Synek rozumie wszystko i pokazuje to o co go proszę. Ale piesek mówi "hauhau" bez dźwięku (tylko usta się poruszają), kotek mówi "miau" bez dźwięku, krowa mówi "muu" bez dźwięku...
Jako dźwięk słyszę jedynie "mamamama", "babababa" i czasami "brum".

Może się martwię na wyrost. Poczekamy jeszcze do bilansu dwulatka i jak pediatra potwierdzi moje obawy to będziemy szukać logopedy.

Ostatnio ktoś mi zwrócił uwagę jeszcze na jeden fakt - synek bardzo dużo chodzi na palcach. Trochę za dużo. Może to mieć związek z nieprawidłowym napięciem mięśniowym. Przynajmniej tak twierdzi ten ktoś.


Poza tym synek jest typowym około- dwulatkiem - wszędzie go pełno, wszystko go interesuje. Z uporem maniaka nosi szklanki i miski pełne wody, miesza coś... Rozkłada długopisy na części pierwsze, a potem składa. Interesują go wszelkie przyciski, śrubki, mechanizmy.



Dużo czasu spędzamy na świeżym powietrzu. Niestety nie mam co liczyć na spokojne siedzenie na ławeczce. Syn ciągle zmienia miejsce pobytu i robi to z dużą prędkością. Ciągle biegnie albo się wspina. Rozważam zakup takich specjalnych szelek do "wyprowadzania" dziecka...


Nawiązując do poprzedniego wpisu o żłobkach - zaczęliśmy poszukiwania odpowiedniego miejsca. A ja zaczęłam się rozglądać za pracą. Stwierdzam że żłobek żłobkowi nierówny. Na razie mamy na oku dwa fajne - obydwa dość drogie (w naszej okolicy nie ma państwowych żłobków, są tylko prywatne). Żeby więc nas było stać na taki fajny żłobek to muszę znaleźć naprawdę dochodową pracę...

3 komentarze:

  1. Jeśli chodzi o mowę Twojego synka, to proponuje sprawdzić to u logopedy, najlepiej neurologopedy (zajmuje sie nie tylko mową, ale też prawidłowym napięciem mięśni w jamie ustnej). Nie czekaj. Pediatrzy są różni. Ja na bilansie usłyszałam, że dziecko może nie mówić do 3 r.ż. Bzdura! Nie posłuchałam. I całe szczęście. Sama zgłosiłam się z córką (miała 2 lata) do poradni psychologiczno-pedagogicznej. Tam okazało się że problem jest glębszy niż mogło się wydawać. Ale dzięki temu, że nie słuchałam rad pediatry, moja córka w wieku 2,5 roku zaczęła kompleksową terapię.
    Nie straszę. Po prostu lepiej sprawdzić u specjalisty. Moze to być problem z napięciem miesniowym, proste upóźnienie mowy (dziecko samo nadrobi, ale można to przyspieszyć) lub afazja (a wtedy bez terapii nie ruszy).

    OdpowiedzUsuń
  2. Też wybrałabym się ns wizytę do logopedy. Opóznienie rozwoju mowy to częste zjawisko. Zwykle dzieci same nadrabiają, ale ktoś musi pomóc im "wystartować". To zwykle kilka cennych rad i zaleceń, jak postępować z niemówiącym dzieckiem + ćwiczenia w domu, masaże buzi itp. Poza tym, jak w komentarzu powyżej, badanie pozwoli wykluczyć poważniejsze zaburzenia i będziesz spała spokojniej. Może dostaniesz zalecenia do poszerzonej diagnostyki. To trochę trwa. Z tego co piszesz synek ogólnie rozwija się prawidłowo, rozumie mowę i komunikuje się niewerbalnie. Głowa do góry. Może to problem z napięciem mięśniowym, może integracja sensoryczna? Pediatrzy często niestety bagatelizują problem, nie zwlekaj, działaj! Zwłaszcza, że wyraźnie niepokoi Cię brak mowy. Pozdrawiam i trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety w całej rozciągłości zgadzam się w przedmówcami. Pediatrzy potrafią posługiwać się stereotypami typu: do 3 lat ma czas, chłopcy mówią później. Czy dziecko pokazuje palcem? Czy tworzy z Tobą trójkąt uwagi PRZEDMIOT-DZIECKO-TY tzn. patrzy na przedmiot, pokazuje palcem i sprawdza, czy widzisz to samo? Przynosi przedmioty, żeby Ci pokazać? Bez tego nie będzie komunikacji, a więc nie będzie mowy.

    OdpowiedzUsuń